Majowa tęsknota za Wyścigiem Pokoju…

Stały fragment gry (19) – Panorama Legnicka, 17 maja 2016

 Majowa tęsknota za Wyścigiem Pokoju…

Od wielu lat, gdy zaczynają kwitnąć bzy, a otoczenie zazielenia się z prędkością nadjeżdżającego Pendolino, włącza się w mojej głowie tęsknota za kolarskim Wyścigiem Pokoju. Tak już mam. Maj zawsze będzie przywracał cudowne wspomnienia z najważniejszego i największego amatorskiego wyścigu kolarskiego. Jako reprezentant pokolenia urodzonego w połowie lat 70-tych XX wieku nie załapałem się na wielkie sukcesy Ryszarda Szurkowskiego, Stanisława Szozdy czy Stanisława Królaka. Miłość do kolarstwa objawiła się wraz z pojawieniem się w kolarskim peletonie wybitnego Lecha Piaseckiego. Był pamiętny rok 1985, kiedy to popularny „Piasek” zdominował całą edycję Wyścigu Pokoju. Żółtej koszulki lidera, którą założył po prologu, Polak nie oddał do samej mety ostatniego etapu. Doskonały rok Piasecki zwieńczył wywalczeniem we włoskim Giavera del Montello, mistrzostwa świata amatorów, w wyścigu ze startu wspólnego.

W mojej pamięci utkwiły szczególnie dwie edycje pamiętnego Course de la Paix. Te z 1987 i 1988 roku. Dlaczego? Wielki Wyścig Pokoju zagościł do naszej piastowskiej Legnicy! W 1987 roku w Legnicy kolarze kończyli jedenasty etap, który rozpoczynał się w Karpaczu. Do dziś mam przed oczami finiszującego z peletonu sławnego Dżamolidina Abdużaparowa. Zawodnik Związku Radzieckiego, w charakterystyczny dla siebie sposób, rzucał kierownicą roweru i na mecie wyprzedził Asjata Saitowa (ZSRR) oraz dwóch sławnych reprezentantów Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Olafa Ludwiga i Uwe Raaba. Najlepszy z Polaków, na mecie usytuowanej na Placu Słowiańskim, był Zdzisław Wrona, który finiszował na siódmym miejscu.

Z tym dniem wiąże się jeszcze jedno moje wspomnienie. To wtedy na legnickim Placu Słowiańskim zdobyłem pierwszy autograf od kogoś sławnego. A kolarze startujący w Wyścigu Pokoju, dla dwunastolatka byli naprawdę prawdziwymi gwiazdami. Do dziś mam tę scenę przed oczami. Zmęczony, ale uśmiechnięty kolarz ekipy Związku Radzieckiego składający podpis w moim notesiku. Na szczęście zostawił przy nazwisku numer startowy 76. Po powrocie do domu okazało się, że tym uśmiechniętym kolarzem był Piotr Ugriumow. Tak, ten sam, który w 1994 roku w najbardziej prestiżowym Tour de France dojechał do mety na drugim miejscu ustępując na podium tylko sławnemu Miguelowi Indurainowi. Niby drobnostka, zwykły autograf. Jednak karierę właśnie tego kolarza śledziłem do jego ostatniego etapu w profesjonalnym kolarstwie. I zawsze mocno mu kibicowałem, bo przed oczami miałem tę życzliwość, ten uśmiech.

Z podobnymi emocjami czekaliśmy na kolejną edycję wyścigu. W 1988 roku do Legnicy kolarze wjechali na dziewiątym etapie, który start miał w Kamiennej Górze. Linię mety, jako pierwszy przekroczył Niemiec Werner Stauff przed sławnym Włochem Giovannim Fidanzą. Czwarty na mecie był najlepszy z Polaków, pochodzący z Lubina, Jacek Bodyk. Wtedy również „łowiliśmy” autografy. Byliśmy już „obyci” z peletonem. I bardziej wybredni. Bojkotowaliśmy na przykład kolarzy z Mongolii, Chin czy Kuby. W cenie były autografy Polaków, Włochów, Niemców i zawodników Związku Radzieckiego.

Nie ma już niestety Wyścigu Pokoju, nie ma tej niezwykłości i fenomenu. Mamy wprawdzie Tour de Pologne, jeden z największych wyścigów reaktywowany przez Czesława Langa, ale ta atmosfera, która towarzyszyła przejeżdżającemu peletonowi w narodowych koszulkach, została bezpowrotnie utracona. Ktoś powie, że nie ma czego żałować, bo wyścig był naszprycowany ideologią i propagandą. Dużo w tym racji, ale czy mały chłopak grający w kapsle na podwórku z kolegami tak to rozumiał? Teraz mamy piękne wyścigi, kolorowe skomercjalizowane teamy i niekończący się… fetor dopingu. Tylko gdzieś utraciliśmy piękno tego sportu i… chłopców pstrykających w kapsle? Na szczęście bez pachnie tak samo.

Maciej Matwiej

Gera, Friedensfahrt, Fahrerfeld, Zuschauer
Peleton Wyścigu Pokoju 1987 (fot. Wikipedia)
Reklamy

4 Comments Add yours

  1. PrzemekB pisze:

    Pamiętam to dobrze. Miałem 11 lat. Nie polowałem na autografy, tylko dobre miejsce na finiszu: było ciężko. Pózniej powtórka w TV. Ale oprócz fety wyścigu były jeszcze imprezy towarzyszące w rynku, na Wenecji… Działo się. A propo, czemu teraz już nie można tam pojeździć w zimie na łyżwach? Kiedyś zawsze była nawet wypożyczalnia hokejówek itp, jeździł pług i czyścił taflę… Do zobaczenia w sobotę na meczu. Śrubujemy rekord. Tylko Miedź!

    Polubione przez 1 osoba

  2. Robot pisze:

    Jestem za młody i nie pamiętam tego wyścigu. Ale te Grody Piastowskie co rok mnie wkurzają. Korki, ulice zamknięte. I dlatego nie lubie kolarstwa.
    A może napisać coś o legnickim boksie. Była przecież sekcja w Miedzi.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nie ma co dramatyzować z tymi korkami podczas Grodów. Taki wyścig to w końcu promocja miasta. Pomyśl co mogą powiedzieć mieszkańcy Paryża. Co roku na zakończenie Tour de France, na Polach Elizejskich finiszuje peleton. Tam muszą być dopiero korki 😉 Nikt nie narzeka, to w końcu wizytówka nie tylko stolicy ale całej Francji.
      Co do boksu w Legnicy, faktycznie temat godny opisania. Dzięki za podpowiedź!

      Lubię to

  3. Piter Pan pisze:

    To mój ulubiony twój artykuł. Brawo, brawo, brawo. Szkoda Wyścigu Pokoju.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s